Ile będą warte twoje pieniądze za 25 lat?

Inflacja może przez ćwierć wieku zmniejszyć wartość naszych oszczędności nawet o połowę. Nominalnie mamy tyle samo, jednak kupimy za tę kwotę dwa razy mniej towarów. Dlatego oszczędności nie tylko trzeba mieć, ale również troszczyć się o nie – inwestować je, aby uchronić pieniądze przed utratą wartości i je pomnażać. Aby zapewnić sobie lepszą emeryturę, nie wystarczy stwierdzenie, że „mam odłożone 100 tys. zł i nie martwię się o przyszłość”.

Prześledźmy, co inflacja zrobi z tymi 100 tys. zł, które trzymamy w szufladzie (lub w skarpecie – jak niektórzy wolą mówić). To, jak będzie inflacja w przyszłości, nie da się przewidzieć, dlatego musimy się kierować danymi historycznymi.

Do obliczeń przyjęliśmy średnią inflację z ostatnich 20 lat – wynosi ona 2,8 proc. W tym czasie bywały lata, w których ceny rosły w tempie nawet 10 proc. rocznie, ale mieliśmy też dwa lata z rzędu deflację – szczególny przypadek, kiedy to pieniądze leżące w szufladzie zyskują na wartości.


Co z pieniędzmi zrobi inflacja przez 5 lub 10 lat?

Całkiem spokojny może być 60-latek, który za pięć lat wybiera się na emeryturę. Jemu z tej kwoty „zostanie” około 85 tys. zł. Tzn. nadal będzie miał 100 tys. zł, ale za pięć lat kupi za nie tyle, co dziś za 85 tys. zł. To całkiem sporo, aby zabezpieczyć się na jesień życia.

Możemy to pokazać inaczej. Dziś chleb kosztuje 4 zł. Za 100 tys. zł możemy kupić 25 tys. bochenków. Za pięć lat chleb będzie kosztował 4,60 zł, więc za te samą kwotę kupimy 21,7 tys. chlebów.  

Nieco gorzej ma jego o 5 lat młodszy kolega. Jego pieniądze warte będą już tylko 74 tys. zł. Inflacja „zje” mu ponad jedną czwartą oszczędności. Wtedy chleb kosztować będzie 5,20 zł, a zatem starczy na kupienie 19,2 tys. bochenków.


O oszczędności trzeba dbać

Co w sytuacji, gdy z takich oszczędności cieszy się 40-latek? Za 25 lat, gdy skończy pracować, te pieniądze warte będą… 49 tys. zł. Połowa pieniędzy „wyparuje”. Cena chleba może wynosić wtedy prawie 8 zł. Zatem wtedy 100 tys. zł wystarczy na około 12,5 tys. bochenków.

Czy należy z tego wyciągnąć wniosek, że gromadzenie oszczędności nie ma sensu? Lepiej konsumować - przynajmniej „pożyję sobie” tu i teraz, a później będę się martwił, z czego żyć na emeryturze? Wręcz przeciwnie, oszczędzanie ma nie tylko sens, ale jest też koniecznością, jeśli chcemy w miarę godnie żyć zakończając aktywność zawodową. Prawidłowy wniosek jest taki, że oszczędności trzeba chronić przed inflacją. Jeśli zrobiliśmy kawał dobrej roboty i mamy kapitał na emeryturę, to nie możemy na tym poprzestać. Musimy o niego dbać.


Jak wygrać z inflacją? 

Najwygodniejszym i najbezpieczniejszym sposobem są lokaty lub obligacje skarbu państwa. Co prawda nie zawsze ich oprocentowanie przewyższa inflację, tak jest np. teraz, ale przynajmniej spowalniamy proces utraty wartości pieniędzy.

Za wspomniane 100 tys. zł można było np. kupić kawalerkę w czasach, gdy za taką kwotę było to możliwe. Jeśli spełni się to, że – choć może nie nieprzerwanie, ale jednak – nieruchomości będą drożeć, przechodząc na emeryturę sprzedajemy lokal za znacznie wyższą cenę i mamy za co żyć.

Tu jednak jest ważna uwaga – taki scenariusz wcale nie musi się zrealizować. Nie wiemy, co przyniesie przyszłość. 60-latek może coś jeszcze przewidywać, bo perspektywa pięciu lat nie jest aż tak strasznie odległa. Jego młodsi koledzy niczego jednak nie mogą być pewni. Dlatego emerytalne oszczędności lepiej lokować w różnych aktywach.

Część można wpłacić do banku, za część kupić obligację, a resztę inwestować np. na rynku papierów wartościowych i jeszcze do tego dokupić złoto. Im krótszy czas do emerytury, tym inwestycje powinny być bezpieczniejsze. Wcale nie trzeba być rynkowym ekspertem -można kupować jednostki funduszy inwestycyjnych czy zdecydować się na plany emerytalne prowadzone np. przez towarzystwa ubezpieczeniowe. Wtedy to eksperci inwestują za nas.

Poza tym, warto do zgromadzonych pieniędzy sukcesywnie coś dokładać. Dopłacać np. do planu emerytalnego nawet drobne kwoty. To się opłaci, szczególnie jeśli mamy jeszcze sporo lat do emerytury. W taki sposób zdążymy powiększyć nasz kapitał.


Bezpiecznie, aby nie przepadło 

Posługujemy się kwotą oszczędności w wysokości 100 tys. zł. Jednak, gdy ktoś ma większą gotówkę, to warto pamiętać, że Bankowy Fundusz Gwarancyjny w razie bankructwa banku (nie wiemy przecież co się może kiedyś wydarzyć) zapewnia w całości wypłatę oszczędności do kwoty równoważnej 100 tys. euro. Zatem naprawdę duże pieniądze lepiej wpłacić do kilku banków, aby całość była objęta gwarancjami.

Kolejna zasada bezpieczeństwa: na rynkach finansowych nigdy nie inwestujmy jednorazowo całej kwoty. Jeśli np. otrzymaliśmy spadek, który chcemy wykorzystać jako emerytalne zabezpieczenie, to nie kupujmy za wszystko funduszy inwestycyjnych w jednym momencie.

Jeśli trafimy na szczyt hossy, po której nastąpią spadki, możemy aż do emerytury nie odrobić strat. Podzielmy kwotę np. na 60 części i każdą z nich wpłacajmy co miesiąc przez pięć lat (jeśli mamy dużo czasu do emerytury). Wtedy zniwelujemy wahania koniunktury. Trochę zainwestujemy na szczycie, stracimy trochę na dnie bessy, a potem zarobimy na wzrostach – summa summarum powinniśmy być na dużym plusie. Te pieniądze, które czekają na zainwestowanie, niech będą ulokowane w banku lub w obligacjach skarbu państwa.

Przyszłość jest nieznana i pewne modele ochrony naszych oszczędności przed inflacją mogą okazać się bardziej skuteczne, a inne mniej. Niemal pewne jest jednak to, że jeśli nic nie zrobimy, to inflacja zje nam sporą część pieniędzy. Kilka lat z deflacją nie zmieni ogólnego trendu. O pieniądzach nie trzeba rozmawiać, ale należy o nich myśleć i zadbać o ich wartość w czasie. Po prostu szkoda, aby nasza przyszła emerytura topniała w oczach.

 

Zespół Nationale-Nederlanden 18.12.2019